Czy jesteśmy przygotowani?

Czy jesteśmy przygotowani?

“Posłuchaj więc mnie, synu mój: przygotuj się (…)”

Rdz 27,43

Przygotowani na wyjazd

Wczoraj postanowiłam, że ogarniam łazienki, kuchnię i salon. Całą resztą zajmę się we czwartek po pracy. Powoli zapełniam “świąteczną listę”. Na święta to ja już jestem przygotowana, wszystko sobie przemyślałam i zaplanowałam. Będzie idealnie. W głowie ułożyłam sobie listę ubrań, które wezmę ze sobą na święta. W sumie 9 dni będziemy w podróży, bo i rodzina męża i moja, więc trochę odświętnych ubrań muszę ze sobą zabrać.  Aha! Musowo, zostawię na karcie podarunkowej od firmy, jakieś środki, żeby wystarczyło na składniki na świąteczne sałatki, to dobry plan. Aparat muszę naładować, zabrać statyw i blendę, bo na pewno będę robiła rodzince świąteczną sesję. Wyzwalającego pilota też zabiorę, bo dobrze byłoby być jednak na kilku zdjęciach z rodziną. Wezmę też buty, te kremowe, bo właściwie pogoda zapowiada się prawie,że wiosenna, także przydać się mogą. Kosmetyki, kolczyki i ładowarkę do telefonu też muszę zabrać. Torebki na prezenty plus papier świąteczny to już na pewno. Okna umyję w sobotę, a podłogami zajmę się w poniedziałek, żeby było na świeżo. Sałatkę zrobię we wtorek rano albo zaangażuję do tego bliskich, żebym mogła poświęcić się przygotowaniu do kolacji wigilijnej.

Straszny tu zamęt, czujecie to? A gdzie wyciszenie, zatrzymanie się na boskim dziele narodzin Zbawiciela? Czy my w ogóle się nad tym zastanawiamy? Czy nie jest tak, że te Święta to głównie: “super, że tyle wolnego w pracy”?
…bo jakoś dziwnym trafem na mojej świątecznej liście zapomniałam, a może nie chciałam umieścić….narodzonego Jezusa. Głównego Bohatera tych dni.

Życzymy sobie: Wesołych świąt Bożego Narodzenia, ale czy zastanawiamy się nad istotą tych słów? Nad tym, jaki cud wkradł się między te słowa? Czy faktycznie w tej gonitwie
po hipermarkecie w poszukiwaniu promocji na pomarańcze i Balantines (oczywiście wszystko jest dla ludzi ;)) jesteśmy w stanie odkryć to, co najważniejsze?

To zdjęcie jest nieudane. Zrobiłam je w pośpiechu, będąc po pracy i po rehabilitacji, a jeszcze przed pakowaniem się na świąteczny wyjazd. Nie byłam dobrze przygotowana, przez cały ten tydzień gdzieś goniłam, wszystko na teraz już, szybko, szybciej.
…zwolnij!

Mamy pięć dni na to, żeby na chwilę się zatrzymać. Na to, żeby przygotować swoje serce i głowę na to Wielkie Wydarzenie.
Chciałabym życzyć sobie i Wam wszystkim, żeby ten przedświąteczny czas wiele w Nas zmienił. W naszych głowach, sercach i czynach. I żebyśmy w nocy z 24 na 25 grudnia otworzyli swoje serce na Boże Narodziny.
To nie zadzieje się od razu, więc może nie zostawiajmy sobie tych przemyśleń na dzień przed Wigilią. Krok po kroku, małe zmiany, małe cuda.

Wielkie dzieło wymaga dobrego przygotowania. Wielka zmiana wymaga tego, by minęło trochę więcej czasu niż zazwyczaj jesteśmy w stanie jej na to dać. Może to dobry moment, by zmienić perspektywę i uświadomić sobie to, że czas poświęcony na zmianę nie musi być uciążliwym czekaniem na osiągnięcie efektu. Bo może właśnie chodzi o to, że “osiąganie celów nie daje szczęścia. To droga do celu daje szczęście.”

Bądźmy więc, przygotowani do drogi.

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *