Małżeństwo jak dziadek do orzechów

Małżeństwo jak dziadek do orzechów

“Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia, kładziesz mnie w prochu śmierci.”

Ps 22,16

Małżeństwo jak dziadek do orzechów

Każdy z nas ją ma- twardą skorupę pod którą ciągle się ukrywa. Dobre małżeństwo to takie, które jest jak dziadek
do orzechów, ale nie ten z wielko-miastowego centrum handlowego, który rozlatuje się po rozłupaniu 5 orzechów.
Ale ten solidny, trwały, taki który jak ostatnio zapytałam mamy: “Ile on ma lat?”, odpowiedziała: “Prawie tyle co Kasia”. Kasia to moja siostra i ma 35 lat!

Dlaczego ten dziadek do orzechów przetrwał aż tyle lat? Wykonany jest z mosiądzu, a więc można powiedzieć o nim, że jest solidnie wykonany. Czas, zadziałał tylko na jego korzyść, bo z każdym kolejnym rokiem jego wartość wzrasta. Nigdy się nie zepsuł, nie rozleciał, nie zawiódł. Nie mam wiedzy ile kosztował, ale na pewno był to prawdziwy rarytas jak na tamte czasy.
Dziadek do orzechów to dwa ramiona złączone ze sobą. To taka konstrukcja, gdzie oba małżeńskie ramiona naciskają na skorupę orzecha z użyciem Boskiej siły i tylko wtedy są w stanie ją zniszczyć- działając razem.
Małżeństwo zawsze musi działać razem, w innym wypadku nie działa małżeństwo.

W skorupie orzecha ja

Czasami mam wrażenie, że nie umiem wypowiedzieć słów, na które czeka mój mąż.
Nie potrafię wejść w Jego skórę, postawić się na Jego miejscu, a przecież uważam siebie za empatyczną.
Nie widzę, tego co powinny widzieć moje oczy, a przecież patrzę.

To jest skorupa. Warstwa którą szczelnie się otaczam, bo tak czuję się pewniej.

Bez skorupy byłabym obnażona, podana jak na tacy i łatwo byłoby mnie zranić, manipulować mną. A tak, mogę jakoś przeczekać. Tylko, czy wieczne czekanie na “ten właściwy moment” to doczekanie tego właśnie momentu?

Można zamknąć się w swojej skorupie i udawać. Udawać, że się nie widzi, nie słyszy, nie czuje, że nie trzeba nic mówić. Można być jak ten orzech włoski otoczony twardą skorupą i tak przetrwać miesiące, może lata, aż w końcu zgnić w środku, nigdy nie wydostając się na zewnątrz.

Mówimy do siebie byle jak, bez wyrazu, bez uczuć, przez twardą warstwę, której nie potrafimy samodzielnie przełamać. To dla nas zbyt dużo otworzyć się na drugiego człowieka i pokazać mu swoje wnętrze. A jeśli nawet ktoś wywierci nam w tej skorupie choć małą dziurkę- mamy wrażenie jakbyśmy dusili się napływem powietrza z zewnątrz.

Nie mam długiego stażu w małżeństwie, bo mamy za sobą dopiero 1,5 roku bycia w łasce tego pięknego sakramentu. Ale mam takie poczucie, że dobre małżeństwo to takie, które jak dziadek do orzechów, wykorzystując Boży zamysł rozłupuje każdą, nawet najbardziej oporną skorupę orzecha.
A po 35 latach wspólnej pracy i kruszenia barier, widząc te wszystkie marszczenia, niedoskonałe uwypuklenia, nabiera pewności o swojej sile i trwałości.
I już nie będzie: “Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia, kładziesz mnie w prochu śmierci.”



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *